Mamy w końcu upragniony początek wakacji. Uczniowie rozjeżdżają się na kolonie, studenci powoli zmierzają ku końcowi sesji egzaminacyjnej (chyba, że czeka ich poprawkowy wrzesień – ale to przecież kupa czasu na odpoczynek), reszta osób już rezerwuje miejsca na urlop. A inżynierowie i wynalazcy? Oni nigdy nie próżnują. W czerwcu mieli aż nadto niezwykłych pomysłów.
Nintendo Wii U
Na łamach ManiaKalnego Miesiąca raczej rzadko trafia się nam produkt, który niemal z góry ma zagwarantowane kilkadziesiąt milionów sprzedanych egzemplarzy na przestrzeni zaledwie paru lat. Z resztą, w tym przypadku mówimy o konsoli do gier, więc wydawać by się mogło, że raczej nie ma tu miejsca na specjalne dziwactwa. A jednak – Nintendo niezmiennie potrafi zaskakiwać. Na początku miesiąca, na targach Electronic Entertainment Expo w Los Angeles japońska firma zaprezentowała swój najnowszy projekt – Wii U.
Czym ten nietypowy sprzęt zasłużył sobie na miejsce w rankingu, do którego trafiały już takie wynalazki, jak choćby rozrywkowy pisuar Sony Toylet, czy machina do symulacji pocałunków z tokijskiego Laboratorium Kajimoto? Ano tym, że przez długi czas mało kto wiedział o co w ogóle chodzi z tą konsolą. Tysiące graczy i branżowych dziennikarzy po konferencji prasowej Nintendo łapało się za głowy i rwało z nich włosy, próbując dojść do tego, czym właściwie ten projekt jest. Popularny koncern z siedzibą w Kioto zaprezentował niezwykły kontroler, wyglądający jak tablet, ale z zestawem standardowych przycisków, gałką analogową, czujnikiem wychylenia i kamerką cyfrową. A to tylko sam pad. Małe, białe pudełeczko – konsola Wii U – stało sobie gdzieś obok nie rzucając się w oczy. Dziś, prawie miesiąc później, wiemy o tym sprzęcie odrobinę więcej, ale ciągle budzi sporo kontrowersji i mnóstwo rzeczy pozostaje niejasnych. Oj, strasznie nam Nintendo w czerwcu namieszało, przy okazji stając się główną atrakcją wyjątkowo nudnych w tym roku targów E3.
- Czy to już koniec dobrej passy Nintendo?
- WiiPop czyli You Can Dance z Wii i Kinectem
- Wii U za 300 dolarów?
- Epic kibicuje Wii U
- 10 najlepszych gier 2011 roku
- Retro-granie z SupaBoy
Orbotix Sphero
Pierwsze skojarzenie ze słowem wakacje? Nie może być inaczej. Oczywiście zabawa! A jak zabawa, to muszą być też i zabawki. Jesteśmy na serwisie poświęconym w głównej mierze elektronicznym gadżetom, a w tej kategorii niepodzielnie rządzą smartfony, z systemami operacyjnymi od Apple lub Google. A jak połączyć supernowoczesny telefon komórkowy z zabawką (i nie nazwać go iPhone)? Pomysł na to ma firma Orbotix, o czym mogliście przeczytać trochę ponad tydzień temu.
Na pierwszy rzut oka Sphero wygląda bardzo niepozornie. Ot, zwykła kulka. W środku ma wielokolorowe diody LED, więc może sobie poświecić. Po takim opisie raczej ciężko być pod szczególnie wielkim wrażeniem tego drobnego, bo zaledwie 74-milimetrowego gadżetu. A jednak, w sferycznej zabawce ze stajni Orbotix kryje się spory potencjał, szczególnie jeśli zdecydujemy się na zakup kilku takich urządzeń naraz. Ruchem Sphero można bowiem bezprzewodowo (przez bluetooth) sterować za pośrednictwem smartfona lub tabletu, jeśli tylko mamy odpowiednią aplikację, przeznaczoną dla systemów operacyjnych Android oraz iOS. Jeśli tylko macie trochę twórczej inwencji i programistycznego talentu, już teraz możecie ze strony producenta pobrać pakiet SDK i zabrać się zapisanie własnych gier wykorzystujących możliwości tego sprzętu. Pierwszą zaprezentowaną zabawą był wirtualny mini-golf ze świecącymi kulami. Sphero można zamówić już teraz, ale firma zacznie rozsyłać najszybszym nabywcom ich egzemplarze dopiero pod koniec bieżącego roku.
LEGO Technic Unimog U 400
Skoro już jesteśmy przy zabawkach, to czego, jak czego, ale propozycji od słynnej duńskiej firmy – LEGO, nie mogło zabraknąć. Jeśli na świecie jest jakaś seria produktów, z których wszystkie idealnie wpisują się w definicję słowa „odjechane”, a takie rzeczy co miesiąc wybieramy do tego zestawienia, to z całą pewnością jest nią Technic. A rozłożony na małe klocki model Unimog U 400 to po prostu mistrzostwo świata w dziedzinie niesamowitych zabawek. Widok takiego sprzętu to murowany opad szczęki. Z wielkim hukiem. Na GizManiaKu przerabialiśmy to na samym początku miesiąca.
Ostatnio współpraca między dwoma pozornie niezwiązanymi firmami, żeby uczcić jakiś jubileusz, staje się coraz bardziej popularna. W maju Bosch świętował sprzedaż 10 milionów wkrętaków IXO razem ze Swarovskim. Efekt był taki, że od patrzenia aż zęby bolały. Mercedes, na 50. urodziny marki transportowo-roboczych samochodów ciężarowych Unimog na szczęście odpuścił sobie kamienie szlachetne i postawił na duńskie klocki. Pomysł nie mniej szalony i efektowny, ale za to nieporównywalnie bardziej gustowny. Unimog U 400 to model w skali 1:12.5, składający się z ponad 2-ch tysięcy elementów. Wśród nich są jednak nie tylko klocki, ale również cały układ pneumatyczny i napędzający tę przepiękną maszynę elektryczny silniczek. Efekt współpracy Mercedesa i LEGO to pozycja obowiązkowa w gablocie każdego ManiaKa duńskich zabawek. Jeśli zaliczacie się do tej grupy, to lepiej już przygotujcie sobie 190 euro na poczet tego zakupu.
- Pierwszy Legoludek w kosmosie
- Minecraft z klocków LEGO?
- Time Twister: zegar z klocków
- Maszyna pobiła rekord
- 9 parków rozrywki, które musisz odwiedzić
- 10 nietypowych projektów z klocków LEGO
Double Research & Development Amenbo
Kiedyś żyłem w naiwnym przekonaniu, że mysz komputerowa, to takie urządzenie, że ciężko wymyślić dla niego jakiś wyjątkowo praktyczny lub zupełnie niepraktyczny, ale przynajmniej efektowny dodatek. Producenci tego typu sprzętu jednak niemal co miesiąc przypominają mi o tym, jak bardzo zbłądziłem. Kiedyś Celluon ze swoim evoMouse, potem Pat Says Now, niedawno Genius Ring Mouse – w tym świecie ciągle coś się dzieje. A w zeszłym tygodniu do akcji wkroczyła jeszcze azjatycka ekipa Double Research & Development.
Właściwie ciągle mam dylemat, czy Amenbo tak naprawdę można nazwać myszą komputerową. Ale z braku lepszego określenia możemy chyba pójść na językowy kompromis i uznać, że właśnie tego typu urządzeniem jest ten niezwykły gadżet. Graficy komputerowi, pracujący na trójwymiarowych obrazach, pewnie już nie mogą doczekać się, kiedy na rynku pojawi się komercyjna wersja Amenbo. „Mysz” z pięcioma osobnymi, ale połączonymi ze sobą kontrolerami, mogłaby być dla nich prawdziwym zbawieniem. Bo tam, gdzie grafik na działającym w dwóch wymiarach sprzęcie nie może, to Amenbo pośle. Dzięki tak niezwykłej konstrukcji, urządzenie zaprojektowane przez zespół z Double Research & Development jest w stanie bardzo precyzyjnie oddać ruchy dłoni i palców w trzech wymiarach. Producent zapewnia jednak, że zastosowania Amenbo nie ograniczają się tylko i wyłącznie do działań profesjonalnych. Zdaniem Kazumasy Ueno, przedstawiciela DRD, ten sprzęt wprost doskonale spisze się również w grach komputerowych. Przede wszystkim jednak idealnie nadaje się na listę najbardziej pomysłowych wynalazków czerwca.
Sense-Roid
Japończycy zawsze byli wyjątkowo płodni, jeśli chodzi o mniej lub bardziej odchylone od normy wynalazki. W czerwcu jednak ich aktywność na tym polu przekroczyła wszelkie dopuszczalne normy. Pierwszy wakacyjny ranking w tym roku został bowiem całkowicie zdominowany przez projekty z Kraju Kwitnącej Wiśni. Najpierw Wii U, potem Amenbo a teraz, jako wisienka na torcie, prawdziwym fenomen prosto od pracowników Uniwersytetu Elektrokomunikacji – Sense-Roid. Pierwszy raz pisałem o nim w zeszły piątek.
Pamiętacie jeszcze majowego lidera zestawienia – automat do całowania się na odległość? Prototyp tego zupełnie nietypowego sprzętu powstał w Tokio, na tym samym Uniwersytecie Elektrokomunikacji, o którym mowa była przed chwilą. Studenci i pracownicy tej placówki muszą być naprawdę ekstremalnie samotni, bo Sense-Roid to wynalazek, który pozwala na… przytulenie samego siebie. Jak to działa? Otóż mamy manekina wyposażonego w czujniki nacisku, podłączonego do specjalnej kamizelki, którą zakładamy na siebie. Kiedy uściskamy kukłę dokładnie tak mocno i czule jak sami chcielibyśmy zostać uściskani, cały mechanizm zostanie wprawiony w ruch. Odpowiednie fragmenty kamizelki napełnią się powietrzem, odwzorowując siłę i umiejscowienie naszego własnego „misia”. Nie ma to jak japońska recepta na samotność i przygnębienie, czyli „niech mnie ktoś przytuli” w wersji zrób-to-sam. Dla niektórych błyskotliwych pomysłów z Dalekiego Wschodu po prostu brakuje słów.
- Robot kontrolowany siłą umysłu na pomoc niepełnosprawnym
- Orkiestra w nowym wydaniu, czyli Eye of the Tiger na dyskietki
- Kwiatki też mają uczucia... czyli kolejne cudo z Japonii
- Hume - robot do parkouru?
- Jennifer: pierwszy robohokeista na świecie
- BioBiped1: robot prawie jak akrobata












