Czy cyborg powinien wyglądać jak Arnold Schwarzenegger w Terminatorze? A może, co pewnie bardziej przypadło by do gustu piękniejszej części maniaKalnej społeczności, jak Harrison Ford w Łowcy Androidów? Niekoniecznie. Może być po prostu miłym panem w nie-takim-już-średnim wieku.
Gwiazda nauki
Warwick przyszedł na świat w 1954 roku w brytyjskim mieście Coventry i z początku nic nie zapowiadało, że po kilkudziesięciu latach będzie mógł obnosić się z tytułem najbardziej szalonego naukowca na świecie. Szokujących anegdotek z dzieciństwa popularnego angielskiego profesora próżno szukać. Nie był małym Richardem Feynmanem, którego niewinne eksperymenty skończyły się pożarem domu, ani młodym Alanem Turingiem, o którym już nauczyciele z podstawówki mówili, że to materiał na prawdziwego geniusza. W wieku 16 lat Kevin zrezygnował z dalszego uczęszczania do elitarnej szkoły dla chłopców, Lawrence Sheriff School, by podjąć swoją pierwszą pracę. Zatrudnienie znalazł nie byle gdzie, bowiem przyjął go brytyjski gigant telekomunikacyjny Telecom.
Utalentowany Anglik nie zdołał jednak na długo zagrzać miejsca poza szkolną przestrzenią. Mając 22 lata skończył swoje pierwsze studia na Uniwersytecie Aston w Birmingham i uznał, że zamierza dalej iść drogą akademicką. Od tej pory jego kariera naukowa zaczęła nabierać tempa. Szybko zrobił doktorat i rozpoczął swoje pierwsze badania na londyńskim Imperial College. Później współpracował z takimi uczelniami, jak Oxford, Newcastle i, nomen omen, Warwick (zbieżność zupełnie przypadkowa), zaś w wieku 33 lat otrzymał stałą posadę na Uniwersytecie Reading, gdzie pracuje do dziś i jest chyba najbardziej znaną żyjącą osobą związaną z tą instytucją.
W tej chwili Kevin Warwick w świecie nauki jest „celebrytą” podobnego formatu co Stephen Hawking i bat na kreacjonistów Richard Dawkins – co ciekawe, cała trójka to Brytyjczycy. Temu drugiemu „Kapitan Cyborg” nie ustępuje także na polu kontrowersyjności – obydwaj panowie z pewnością znajdują się na czele czarnych list konserwatywnych grup religijnych. W sporej części akademickiego świata Warwick cieszy się jednak dużą estymą. Zanim dobił do czterdziestki, Imperial College i Czeska Akademia Nauk przyznały mu wyższe doktoraty. Specjalnych wyróżnień doczekał się także ze strony Królewskiego Towarzystwa Medycznego, petersburskiej Akademii Nauk oraz najbardziej prestiżowej uczelni technicznej na świecie – MIT. Z kolei brytyjski Instytut Fizyki (IOP) wymienił Warwicka jako jednego z siedmiu wybitnych naukowców, którzy dla dobra swojej dziedziny musieli stawić czoła potężnym moralnym dylematom. Obok urodzonego w Coventry profesora na listę trafili między innymi także Maria Curie, Alfred Nobel i Robert Oppenheimer.
Ja, cyborg
Choć Warwick ma na koncie ponad 500 publikacji naukowych oraz prawie 30 książek, co czyni go jednym z najbardziej płodnych naukowców na świecie, poza przestrzenią akademicką zasłynął głównie dzięki jednemu eksperymentowi, zapoczątkowanemu w 1998 roku. Brytyjski profesor stał się po nim pierwszym samozwańczym cyborgiem na świecie. Choć badania Warwicka po dziś dzień budzą sporo emocji i kontrowersji, to nie wyglądały aż tak dramatycznie, jakby mogło się z tego opisu wydawać. Naukowiec ani nie przyczepił sobie mechanicznych macek w stylu doktora Octopusa ze Spidermana, ani nie przeniósł się w czasie by zabić przywódcę buntu ludzi przeciwko maszynom. Zaczęło się od operacji ręki. Doktor George Boulous wszczepił w przedramię tylko lokalnie znieczulonego Warwicka przekaźnik. Urządzenie znajdujące się pod skórą naukowca pozwalało mu sterować drzwiami, oświetleniem i systemem ogrzewania na katedrze cybernetyki Uniwersytetu Reading. Sam Anglik nazwał to przedsięwzięcie Projektem Cyborg.
Pierwszy etap wyglądał więc dość niewinnie i nie wniósł wiele do świata nauki. Dziś podobne zabiegi przeprowadza się bezproblemowo. Jednak już przy drugiej części eksperymentu zaczęło się robić naprawdę ciekawie. 14 marca 2002 roku Warwick dobrowolnie poddał się znacznie bardziej skomplikowanej operacji. Tym razem pod jego skórą znalazł się już nie prosty przekaźnik, ale kompleksowy system 100 elektrod, bezpośrednio połączonych z nerwem pośrodkowym w lewym ramieniu profesora. Urządzenie zaprojektował jego ówczesny doktorant, Mark Gasson, który podążył podobną ścieżką co jego mentor – w zeszłym roku ogłosił, że jest pierwszym w historii człowiekiem zarażonym wirusem komputerowym. Dzięki takiemu wszczepowi, Warwick uzyskał znacznie większą kontrolę nad urządzeniami, z którymi był bezprzewodowo połączony. Początkowo testował nowy implant na wózku inwalidzkim, później natomiast wykorzystał mechaniczny model ludzkiej ręki. Nie tylko mógł przekazywać robotycznemu ramieniu sygnał i bardzo precyzyjnie sterować nim nawet z innego kontynentu, ale także odbierał impulsy, przekazywane w drugą stronę, wprost do jego układu nerwowego. Tą dwustronną zależność Warwick wykorzystał w ostatnim, zdecydowanie najbardziej dyskusyjnym z etycznego punktu widzenia, etapie Projektu Cyborg. Tym razem poza naukowcem w eksperymencie udział wzięła także jego żona Irena. Ona także musiała poddać się operacji, choć do jej ramienia wszczepiono mniej skomplikowany układ. To jednak pozwoliło na bezdotykową komunikację pomiędzy małżonkami. Nawet będąc w dużej odległości od siebie, państwo Warwickowie byli w stanie przekazywać sobie impulsy i interpretować je jako konkretne sygnały. Mimo obaw o to, jak jeden układ nerwowy zareaguje na impulsy przekazywane od innego, eksperyment zakończył się sukcesem. Projekt Cyborg przyniósł zaś angielskiemu profesorowi wielką sławę. I przydomek „Kapitan Cyborg”.
Potencjalne zastosowania takich wszczepów są bardzo szerokie. Szczególnie wielki postęp mogą przynieść w medycynie. Sparaliżowane osoby z tego typu implantami mogłyby ponownie poczuć własne ciało i przynajmniej w niewielkim stopniu przywrócić mu sprawność – badania w tym kierunku już trwają. Ponadto, odpowiednie czujniki bezpośrednio połączone z ludzkim układem nerwowym mogłyby pozwolić na odkrycie zupełnie nowych zmysłów i nabycie takich umiejętności, jak choćby echolokacja czy wyczuwanie podczerwieni. Co więcej, na wszczepionych pod skórę chipach można przechowywać najróżniejsze informacje – od numeru karty kredytowej, przez historię medyczną, aż po współrzędne wskazujące obecne położenie właściciela wszczepu. To mogłoby wiele ułatwić, ale, o czym zresztą wspomina sam Kevin Warwick, jest także bardzo ryzykowną wizją, niebezpiecznie zalatującą Wielkim Bratem.
Człowiek renesansu
Projekt Cyborg to bezsprzecznie najgłośniejszy przykład działalności profesora Uniwersytetu Reading. Warwick jednak chętnie angażuje się także w inne badania z różnych dziedzin. Obok cybernetyki, jego główną pasją jest sztuczna inteligencja. Angielski naukowiec jest wielkim entuzjastą koncepcji maszyn żyjących i myślących, a nawet niewolących ludzi. Dołóżmy do tego jego nigdy nie gasnące zamiłowanie do koncepcji transhumanizmu oraz tendencję do naiwnego filozofowania i mamy powód, dla którego w tym środowisku budzi on głównie antypatię. Na przełomie wieków został mocno skrytykowany za swojego wykłady zatytułowane The Rise of the Robots (Powstanie Robotów). W imieniu Brytyjskiego Towarzystwa Badań nad Sztuczną Inteligencją i Symulacją Zachowań (SSAIB) Simon Colton w krótkiej publikacji poddał w wątpliwość kompetencje Warwicka w kwestiach SI, a przy okazji wyśmiał go za nazywanie się nazywanie siebie cyborgiem po wszczepieniu pod skórę chipu.
W pozostałych obszarach swojej działalności, brytyjski naukowiec nie budzi już tak ogromnych emocji. Zanim stał się jednym z naczelnych celebrytów akademickiego świata, w swoich publikacjach zajmował się także robotyką, matematyką i analizą przemysłowej maszynerii produkcyjnej. Dużo czasu poświęca także na popularyzację nauki, wygłaszając wykłady i pojawiając się w mediach. Choć akurat w tej kwestii zdania są podzielone. Ciągle nie wygasła debata o tym, czy Kevin Warwick robi to z czystej pasji i chęci zarażenia nią innych ludzi, czy po prostu jest zwykłym populistą, kochającym brzmienie własnego głosu.










